Lutosławski w pamięci; Grzegorz Michalski

11.04.2008 
Kategoria: Michalski Grzegorz, Słowo/obraz terytoria, muzyka, książka


suasoires @ YouTube

Księgarnia…

…Allegro.pl

:: Lutosławski w pamięci. 20 rozmów o kompozytorze; Grzegorz Michalski ; Wydawnictwo Słowo/obraz terytoria (04.2008).
:: Witold Lutosławski, Łańcuch I, London Sinfonietta.

Zapis rozmów o kompozytorze przeprowadzonych m.in. z Julią Hartwig, Krzysztofem Zanussim, Krystyną Zachwatowiczową, Andrzejem Wajdą, Marcinem Bogusławskim, Krystyną Witkowską, Haliną Szpilmanową, Ryszardem Kapuścińskim.
„Zebrane tu rozmowy, choć w założeniu przeznaczone do publikacji, noszą wyraźny rys prywatności. Od moich rozmówców oczekiwałem wspomnień o człowieku – jego poglądach, obyczajach, problemach” (Grzegorz Michalski).

.
FRAGMENT rozmowy z Julią Hartwig

Czy Państwa spotkania odbywały się we czworo, czy w szerszym gronie?
Przeważnie bywaliśmy sami, raz z Ryszardem Kapuścińskim, raz z Adamem Michnikiem, i z Wajdami, u których spotykaliśmy się z Lutosławskimi na sylwestra. Zazwyczaj panował ustalony porządek tych wieczorów na Śmiałej. Siadaliśmy na kanapie, Witold przynosił drinki – rozmowa zawsze jako najważniejsza część, potem kolacja w jadalni, która była bardzo pięknie, ascetycznie zaprojektowana przez fińskiego architekta. Podawała ta sama pani, która, zdaje się, nadal opiekuje się tym domem. Przystawka, kieliszek wódki – Witold sam serwował wódkę, potem danie gorące, skromne i pięknie podane, kieliszek wina. Po kolacji wracaliśmy na dawne miejsca, jeszcze chwila rozmowy i na tym kończył się wieczór, nigdy nieprzeciągany do późna. Przy Lutosławskim było to nie do pomyślenia, żeby goście, jak to się mówi, zasiedzieli się. Nikomu nie przychodziło do głowy, żeby można było zburzyć porządek wieczoru. Oczywiście to wszystko trwało, bo ja wiem, pewno ze trzy godziny, ale nigdy się nie przeciągało do nocy.

.
FRAGMENT rozmowy z Ryszardem Kapuścińskim

Pamięta Pan pierwsze spotkanie z Witoldem Lutosławskim?
Historia jest bardzo odległa. Mieszkam w tej chwili w domu, w którym Witold Lutosławski poznał swoją przyszłą żonę. Dom jest zbudowany przez jego teścia, inżyniera Dygata, architekta. Lutosławski wynajmował tu pokój w okresie okupacji i tu właśnie poznał Danusię. Tutaj także początek miało to całkiem niezwykłe małżeństwo. Znaliśmy się wiele lat, tylko rzadko widywaliśmy ze względu na to, że ciągle bywałem gdzieś w świecie, a Witold też bardzo dużo podróżował. Pamiętam doskonale nasze ostatnie spotkanie późną jesienią 1993 roku. Było to u nas w mieszkaniu. Po kolacji chcieliśmy się jakoś umówić na kolejną wizytę, więc Witold wyciągnął kalendarz. On, jak wiadomo, był człowiekiem niesłychanie pedantycznym, wszystko miał zapisane, wszystko było na właściwym miejscu. Więc on wyjmuje kalendarzyk, zagląda – to jest kalendarz na 1994 rok, bo to było tuż przed jego ostatnią podróżą do Kanady i Japonii, a ja wyjeżdżałem w tym czasie do Indii, Sri Lanki i Nepalu – i tak patrzymy, czy się spotkamy w przyszłym roku, bo ten kalendarz jest cały zapisany. Tak się zastanawialiśmy, kiedy, kiedy, kiedy… Z tej podróży wrócił podobno bardzo chory – już go nie zobaczyłem. W tym czasie byłem w Azji. Niedługo potem umarł. Tak więc widywaliśmy się rzadko, albo u nich na Śmiałej, albo u nas.

.
FRAGMENT rozmowy z Krzysztofem Zanussim

Czy pamięta Pan początek swojej znajomości z Witoldem Lutosławskim?
Widywałem go na podium dyrygenckim podczas „Warszawskiej Jesieni”, ale kiedy ta znajomość stała się bardziej prywatna, tego nie pamiętam. Chyba bardzo dawno temu. Miałem z nim do czynienia przed kamerą, bo robiłem film dla niemieckiej telewizji, jeszcze w latach siedemdziesiątych. On był jednym z trzech głównych bohaterów – twórców ówczesnej muzyki, obok Pendereckiego i Bairda. Później robiłem z nim inny film, ale to nie moje produkcje były spoiwem naszej znajomości – po prostu byliśmy sąsiadami. Bardzo lubiłem pana Witolda. Witolda – bo zostałem upoważniony, żeby zwracać się do niego imieniu. Ta znajomość i sąsiedztwo były dla mnie mocno związane z Żoliborzem i wpływały w znaczący sposób na postrzeganie przeze mnie tej dzielnicy. Wiem, że na wizerunek „jego” Żoliborza też nasza znajomość miała wpływ. Pamiętam jego poprzednie mieszkanie, bodajże na Saskiej Kępie – z wielu powodów zaglądałem tam do niego… Były tych wizyt setki. Nie prosiłem nigdy, żeby pisał muzykę filmową. Poznałem jego pogląd, który wydał mi się słuszny, więc nie było po zawracać mu głowę. Miał na temat muzyki filmowej zdanie, że nuta z wielkim trudem postawiona, z ogromnym wysiłkiem zbudowany takt przelatują w filmie niezauważone. Zagrany czysto albo nieczysto – w ogóle nie ma znaczenia, muzyka schodzi na drugi plan, ponieważ obraz ją w jakiś sposób wypycha ze świadomości widza. A skoro tak dzieje, to nie jest warta tego wysiłku. Nie chciał pisać rzeczy, do których by się miał nie przyłożyć, a twierdził, że do muzyki filmowej przykładać się nie warto, bo ona nie służy do koncertowego słuchania.

Linki:
:: Towarzystwo im. Witolda Lutosławskiego
:: Witold Lutosławski - Wikipedia
:: Wydawnictwo Słowo / obraz terytoria

Komentarze

Dodaj komentarz: