“Rose”, Paweł Olearczyk

24.04.2009 
Kategoria: My Book, Olearczyk Paweł, wywiad, książka, autor


Wydawca…

…Allegro.pl

“Rose”; Paweł Olearczyk; Wyd. My Book (2008) :: Prezentacja książki. Poniżej: Paweł Olearczyk, autor książki w wywiadzie dla Faktów Oświęcim.

“Z przyczyn politycznych nie mogę wyjechać z kraju. Pomóż mi, udostępniając swoje konto bankowe, a podzielę się swoim uratowanym w ten sposób majątkiem”. Ile podobnych e-maili wyrzucacie codziennie do kosza? Wiadomo, kolejna próba oszustwa. Ale bohater tej opowieści, samotny i zdesperowany, nie mając już nic do stracenia, zaufał nieznajomej. Czy słusznie? Zgadujcie, albo… przeczytajcie tę historię!

FRAGMENT KSIĄŻKI

W niedzielę rano, zaraz po przebudzeniu się, jak co dzień zresztą, przed wykonaniem jakiejkolwiek czynności porannej spojrzałem na mój laptop i sprawdziłem swoją skrzynkę odbiorczą. Czynność ta nie zajmuje mi normalnie zbyt wiele czasu. Wystarczy, że uruchomię swój program pocztowy, i już sprawa staje się jasna. Nie wyłączam komputera na noc, aby rano nie czekać, aż system się załaduje. To taka moja oszczędność czasu, bo co jak co, ale czas to ja potrafię docenić. Po przejrzeniu nikomu niepotrzebnych reklam, którymi zapychana jest moja skrzynka, bo ostatnio nic innego nie dostaję, kasuję wszystkie z nich, bez wyjątku. Czasami tylko zatrzymam sobie na kilka dni, w celu lepszego zapoznania się, ofertę bielizny, ale to tylko czasami. W zasadzie to nie pamiętam, abym kiedykolwiek dostał jakąś normalną pocztę. Mam aż sześć kont pocztowych na różnych serwisach, a z każdego z nich przychodzą tylko i wyłącznie reklamy. Minimum dwie dziennie, co daje, o ile się nie mylę, dwanaście ogłoszeń każdego dnia. Trochę to irytujące, ale zarazem jakie radosne, gdy rano budzisz się i widzisz przed oczami napis: „Masz 12 nowych wiadomości”. Mało kto może się pochwalić taką popularnością. Nawet słynny Tom Hanks nie dostawał tyle w filmie „Masz wiadomość”. Oni wszyscy tak o mnie dbają. Sugerują mi najlepsze i najtańsze produkty, żebym przypadkiem gdzieś nie przepłacił. Nie mogę się za to przecież na nich gniewać. Tej niedzieli nie zobaczyłem jednak dwunastu nowych wiadomości. Zobaczyłem ich aż trzynaście. Mówią, że to pechowa liczba, ale ja bardziej załamałbym się, gdybym zobaczył, że dzisiaj oferują mi tylko jedenaście promocji. Dodatkowy e-mail pochodził z serwisu MySpace i informował mnie, że za pośrednictwem tego serwisu otrzymałem od kogoś nową wiadomość. Ucieszyłem się jeszcze bardziej, bo oznaczało to, że za tą trzynastą kryła się jeszcze czternasta. Kliknąłem w link zamieszczony pod tą informacją i już, dzięki mojemu szybkiemu łączu, byłem na stronie docelowej. Osoby, od której dostałem tzw. message, jeszcze nigdy wcześniej nie spotkałem. Pierwsze, na co zwróciłem uwagę, to pseudonim, jaki sobie obrała na serwisie: „ROSE”. Kiedyś w liceum uczyłem się angielskiego, ale za nic nie mogłem sobie przypomnieć, co takiego to słowo znaczyło. Wiedziałem tylko, że chodzi o jakieś zwierzę, ale jakie konkretnie, nie byłem w stanie odgadnąć. Obok jej nicka, jak to zwykle bywa, znajdowała się fotografia. Widniała na niej jednak nie ona sama, a jakaś róża. Dziwne. W pseudonimie zwierzę, a na zdjęciu kwiatek. To pewnie jakaś wariatka – pomyślałem. Zaciekawiony tym, czego ktoś taki może ode mnie chcieć, otworzyłem tekst wiadomości. Brzmiał on mniej więcej tak:

Witaj nieznajomy. Na początku powiem coś o sobie. Na imię mi Rose. Nadano mi je po mojej babci, która pochodziła z Irlandii. Ja osobiście mam rodziców, którzy oboje są Polakami, ale mieszkali na stałe w Irlandii. Mieszkali, bo jakiś miesiąc temu, gdy lecieliśmy samolotem na wycieczkę do Afryki, nasz samolot się rozbił. Rodzice, podobnie jak czternaścioro innych pasażerów, nie przeżyli tej tragedii. Ja również jestem poszkodowana i leżę właśnie w jednym z nigeryjskich szpitali. Dzielę salę z miłą Japonką, która użycza mi właśnie swój laptop. Wędrując po MySpace, natrafiłam na twój profil. Twoje zdjęcie wywarło na mnie ogromne wrażenie. Dostałam skoku ciśnienia, a kardiogram wykazał takie przyśpieszenie pracy serca, że zaniepokojona pielęgniarka przybiegła sprawdzić, co się dzieje. To mogło oznaczać tylko jedno. Zakochałam się. Zdarzało mi się to już wcześniej, ale nigdy nie było to tak silne uczucie. W tym była pewna różnica. Nigdy nie potrafiłam sobie wyobrazić siebie jako żony i matki dzieci moich ukochanych. Natomiast teraz zobaczyłam to od razu. Widziałam nas razem z gromadką naszych dzieci w naszym małym białym domku. Jestem w stanie sobie to wyobrazić, co każe sugerować, że ten związek ma szansę stać się realnym. To pozwala mi też myśleć, że to właśnie Ty jesteś tym jedynym facetem na świecie, który jest mi przeznaczony i z którym mogę osiągnąć pełnię szczęścia. Pytanie brzmi, czy uratujesz mnie, mój książę, i uczynisz swoją księżniczką?

Zdębiałem. Dosłownie, po przeczytaniu tego, zdębiałem. Nie miałem kompletnie pojęcia, co o tych wyznaniach myśleć. Oczywiście nie dziwiło mnie to, że mogę się komuś podobać, bo urok osobisty to ja mam niczego sobie. Ale żeby aż tak? I to z drugiego końca świata. Niemożliwe – pomyślałem. Na pewno ktoś robi sobie ze mnie jaja. Odpiszę i udowodnię jej lub jemu – ktokolwiek to jest – że nie dam się nabrać na takie głupie żarty:

Witaj nieznajoma. Bardzo miło jest czytać rzeczy, które do mnie napisałaś. Niestety, nie jestem naiwny i wiem, że na pewno nie jesteś prawdziwa, więc daruj sobie te głupie żarty. Znajdź sobie inną ofiarę.
Z poważaniem
Krzychu

(nw)

Linki:
:: Paweł Olearczyk - MySpace.com
:: Paweł Olearczyk - YouTube.pl
:: Wydawnictwo My Book

Komentarze

Komentarze (1) do “Rose”, Paweł Olearczyk

  1. Malwina :: 02.05.2009 , 18:30

    Paweł mam nadzieję,że kiedyś przeczytasz ten komentarz ode mnie.. Widzisz chciałam do Ciebie napisać maila, że niedługo zamówię Twoją książkę i przeczytam. I chciałeś bym Ci napisała czy mi się podobała..Tylko problem polega na tym, że skasował mi się Twój adres poczty.. I nie mam jak do Ciebie napisać.. Gdybyś znalazł kiedyś czas, to odezwij się do mnie. Ty mój adres poczty mailowy powinieneś mieć. Pozdrawiam, i czekam;)

Dodaj komentarz: